578 taktów Allegro

W miniony piątek, w Filharmonii Śląskiej w Katowicach, jako solista w V Koncercie Fortepianowym Es-dur op. 73 Ludwiga van Beethovena wystąpił Piotr Paleczny. Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Śląskiej poprowadził Kai Baumann. Wykonany koncert to dzieło wyjątkowe choćby ze względu na niezwykłe rozmiary jego pierwszej części, czyli Allegro. Obejmuje ono 578 taktów i – co ciekawe – jest dłuższe niż pierwsze części V i IX Symfonii Beethovena. 

Potężna pierwsza część rozpoczyna się oryginalnie. To raczej improwizacja fortepianowa wsparta jedynie na trzech akordach orkiestry. Wstęp orkiestralny następuje po dłuższej chwili brawurowych popisów solisty. W drugiej i trzeciej części zarówno fortepian, jak i orkiestra, brzmią majestatycznie. Nie bez powodu więc, koncert ten jest nazywany Cesarskim.

Dzieło powstało w 1809 roku, kiedy Francja i Austria były w czasie wojny, a Napoleon stał na przedmieściach Wiednia. Beethoven, swego czasu zafascynowany Napoleonem, pisząc Koncert Cesarski na pewno już miłością do cesarza nie pałał. Pisałam o tej burzliwej miłości i zainteresowanych tam właśnie odsyłam (Beethoven – miłość do Napoleona i owoc tej miłości ). Wracając do V Koncertu Fortepianowego Es-dur warto zauważyć, że jest tu jednak jakaś fascynacja armią i wojskiem. Utwór obfituje w energiczne rytmy marszowe. Beethoven, dedykując go arcyksięciu Rudolfowi, nawiązał do popularnej w jego czasach idei koncertów wojskowych.

Koncert Es-dur jest jedynym z pięciu fortepianowych koncertów Ludwiga van Beethovena, którego kompozytor nie wykonał publicznie. Powodem była jego postępująca głuchota. Ponieważ wiedział, że nie będzie mu dane osobiście wykonać dzieła, umieścił w partyturze kadencje, czyli takie połączenia akordów, które kończą utwór lub jego część, lub przynajmniej sprawiają takie wrażenie. Jednocześnie zakazał wykonawcom stosowania własnych kadencji.

Utwór wykonany pierwszy raz publicznie 28 XI 1811 roku w Lipsku, przez Jana Schneidera, był przyjęty bardzo dobrze, ale po kolejnych wykonaniach krytycy byli już mniej łaskawi. To pokazuje w jak trudnych czasach przyszło żyć Geniuszowi. Ponieważ oznaczenia tonacyjne u Beethovena mają charakter symboliczny, warto pamiętać z czym może się kojarzyć Es-dur, czyli tonacja V Koncertu fortepianowego. To tonacja heroiczna, jak w Eroice, czyli III Symfonii Es-dur op. 55, Symfonii bohaterskiej. Tej, która miała opiewać bohaterstwo Napoleona, ale – jak wiadomo – zawiedziony bohaterem Beethoven, dedykację dla Napoleona wycofał. 

Nie tylko Beethoven rozbrzmiewał tego wieczoru. Orkiestra Symfoniczna i Chór Filharmonii Śląskiej wykonały też Quattro pezzi sacri, czyli Cztery utwory religijne Giuseppe Verdiego. Kompozytor ten do historii muzyki przeszedł głównie jako twórca operowy (Rigoletto, Traviata, Aida, Falstaff, Otello). Komponował też utwory sakralne, a jego Requiem to arcydzieło. Piękne i niezwykle podniosłe są też pieśni chóralne, które Verdi tworzył w latach 1889-1897. Tak właśnie zabrzmiały w wykonaniu zespołu Filharmonii Śląskiej.

Ave Maria a cappella i Stabat Mater z towarzyszeniem orkiestry nawiązują do napisanego piętnaście lat wcześniej Requiem. W Laudi alla Vergine Maria słyszymy tylko żeńskie głosy chóru, bez udziału orkiestry, a w finałowym Te deum naprawdę potężnie brzmi podwójny 4-głosowy chór i rozbudowana orkiestra. Cztery utwory religijne nie były przez Verdiego planowane jako całość. To sławny mediolański wydawca, Ricordi, do Ave Maria dołączył Stabat Mater, Laudi alla Vergine Maria oraz Te Deum i opublikował jako Quattro pezzi sacri. W tej właśnie postaci wspaniale zabrzmiały w sali koncertowej Filharmonii Śląskiej.

Budynek Filharmonii Śląskiej niełatwo znaleźć, jeśli jest się tu pierwszy raz. Obiekt został wkomponowany w ciąg kamienic, tuż przy Placu Wolności. Wejście jest niepozorne, ale wnętrza prezentują się klasycznie i nowocześnie zarazem. Ta nowoczesność to zapewne zasługa ostatniej rozbudowy gmachu. Budynek po modernizacji, rozbudowie i nadbudowie zyskał 2 tys. m2 powierzchni, a melomani zyskali m.in. wspaniałe organy i ogród na dachu. Zabytkowa klasycystyczna bryła budynku świetnie się komponuje z zewnątrz i w środku. Kiedy się już ją odnajdzie, oczywiście…

Na koniec słowo o wstydzie. Znowu dyrygował Kai Baumann i znowu zawstydził mnie telefon. Poprzednio pisałam o dzwonku telefonu, który zakłócił prowadzone przez tego dyrygenta wykonanie III Symfonii Mahlera w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, teraz było podobnie. Już miała wybrzmieć ostatnia nuta Quattro pezzi sacri, kiedy na widowni zadzwonił telefon. Wtedy, na Mahlerze, dzwonił i dzwonił, teraz zadzwonił raz a dobrze. W ostatnich sekundach koncertu. Tuż przed ciszą, jaka poprzedza brawa i podziękowania dla wykonawców. I znowu było mi wstyd. Za kogoś…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *