Filharmonia Podkarpacka kończy sezon fantastycznie

Fantastycznie zabrzmiała Symfonia fantastyczna op. 14 Hectora Berlioza w Filharmonii Podkarpackiej na zakończenie sezonu 2018/2019. Na scenie orkiestra symfoniczna w komplecie. Nawet więcej. Berlioz napisał bowiem swą fantastyczną symfonię na potężną orkiestrę. Zespół z Rzeszowa musiał się posiłkować muzykami spoza stałego składu. Ten pięcioczęściowy instrumentalny dramat bez tekstu wymaga naprawdę solidnej obsady. 

Zgodnie z recepturą Berlioza muszą być m.in.: cztery fagoty, para kornetów (instrument dęty blaszany przypominający trąbkę, choć nią nie jest), dwie ofiklejdy (też instrument dęty blaszany, współcześnie zastępowany tubami basowymi), dzwony i harfy. I cała, niezwykle liczna, reszta instrumentów. Partytura jest rozpisana precyzyjnie, łącznie ze sposobami artykulacji i użyciem zmieniających barwę brzmienia tłumików. Dzięki temu demoniczno-apokaliptycznie brzmi Sabat czarownic. Zaprezentowane tu bogactwo orkiestracji ponoć nie miało precedensu w historii, a nowatorska instrumentacja Symfonii fantastycznej miała być przedmiotem wnikliwych studiów kolejnych pokoleń kompozytorów. Orkiestra symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej zaprezentowała się z tym skomplikowanym utworem pod dyrekcją swojego szefa – pierwszego dyrygenta Massimiliano Caldiego. 

Symfonia fantastyczna powstała pod wpływem intensywnego uczucia Berlioza do irlandzkiej aktorki Harriet Smithson. Zauroczony nią kompozytor opatrzył dzieło literackim komentarzem, w dużej mierze autobiograficznym. Symfonia ta jest bowiem pełna odniesień do życia Mistrza. Niektórzy sądzą, że to jego muzyczny autoportret. Tytuły poszczególnych części utworu: Marzenia i namiętności, Bal, Wśród pól, Marsz na szafot, Sabat czarownic pokazują ile się musiało dziać w wyobraźni autora. Przez całą symfonię przewija się motyw przewodni – idée  fixe, muzyczna personifikacja ukochanej kobiety. Ta doceniła miłosne zabiegi, została bowiem żoną Hectora Berlioza. 

Na symfonię składa się pięć “aktów”. W pierwszym poznajemy młodego muzyka – marzyciela, zakochanego po uszy. Ukochana odbiera mu zmysły, prześladuje go i budzi wielkie namiętności. Nieważne czy jest on na balu, czy “wśród pól”, marzy o wielkiej namiętności. Ostatnie dwie części (Marsz na szafot i Sabat czarownic) to dość histeryczne rozterki zakochanego artysty. Zrezygnowany zażywa śmiertelną dawkę opium, ale zamiast samobójczej śmierci doznaje straszliwych wizji. Zabija w nich ukochaną, trafia na szafot i widzi własną śmierć. Trochę tego dużo. Jak dla mnie, przerost treści nad formą. No, ale taki utwór wybrali podkarpaccy filharmonicy na finisz sezonu. 

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej koncertuje od 1955 roku. Zaczynała od 33-osobowego składu, teraz to liczny (niemal stuosobowy) zespół o sporych dokonaniach. Muzycy występowali z wybitnymi dyrygentami, jak: J. Krenz, H. Czyż, J. Maksymiuk, A. Wit, E. Tzigane, czy K. Penderecki. Orkiestra współpracuje z chórami i zespołami baletowymi, m.in.: Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego, Teatru Wielkiego w Łodzi, Opery Krakowskiej, Teatru Wielkiego Opery Narodowej w Warszawie oraz Opery Lwowskiej. Występowała na licznych festiwalach takich jak: Wratislavia Cantans, Festiwal Kultury Europejskiej w Krakowie, Międzynarodowy Festiwal im. Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju, czy Międzynarodowy Muzyczny Festiwal w Toledo. Siedziba Filharmonii Podkarpackiej nie robi takiego wrażenia jak dziś budowane obiekty. W latach 2007-2013 budynek przeszedł jednak remont generalny. W większości sfinansowany z unijnych funduszy. Dobrze wydane pieniądze. I dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *