Gustav Mahler i jego wyśniona symfonia

Temat II Symfonii c-moll Zmartwychwstanie przyśnił się jej twórcy. We śnie Gustav Mahler widział siebie spoczywającego na marach. Musiało to być mocne doświadczenie skoro stało się inspiracją do stworzenia tej pełnej odniesień do życiowych doświadczeń kompozytora symfonii. Utwór wykonały Orkiestra i Chór Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jacka Kaspszyka. Na scenie także solistki – mezzosopranistka Christa Mayer i sopranistka Lauryna Bendžiūnaitė. Było to brawurowe zakończenie sezonu FN, a zarazem pożegnanie z zespołem Jacka Kaspszyka. Maestro kończy swój pobyt na stanowisku dyrektora artystycznego Filharmonii Narodowej. Trzeba przyznać, że wybór Zmartwychwstania na pożegnalny występ ma wymiar nie tylko artystyczny. Podobałoby się Mahlerowi…

“Umrzesz, aby żyć” – tak Mahler kończy Zmartwychwstanie. Pięcioczęściowe dzieło, które otwiera refleksyjne, podniosłe i uroczyste Allegro maestoso nieuchronnie, bo zgodnie z tytułem, zmierza do optymistycznego i radosnego finału. Gustav Mahler zadaje tu pytania o sens życia. Musiał znaleźć odpowiedź, bowiem dwa lata po premierze tej symfonii przyjął chrzest, czyli oficjalnie stał się wyznawcą chrześcijaństwa.

Finał II Symfonii to kulminacja efektów dźwiękowych i emocji. Ta część jest najbardziej rozbudowana, rozmiarami prawie dwukrotnie przewyższa część pierwszą. Brzmienie finału jest masywne, oszałamiające i ogłuszające chwilami. Żeby uzyskać ten efekt orkiestra występuje w naprawdę licznym składzie. Tylko instrumenty dęte drewniane są obsadzone czterokrotnie, a klarnety nawet pięciokrotnie. Do 6 rogów i tyluż trąbek zasadniczej orkiestry dochodzą jeszcze po cztery rogi i trąbki. Wyjątkowo silnie obsadzona jest perkusja, która obejmuje 8 kotłów, 2 duże i 1 mały bęben, trójkąt, talerze, tam-tam o wysokim i niskim stroju, dzwony i dzwonki. Olbrzymi aparat instrumentalny, a do tego jeszcze głosy solowe i chór. Wszystko to ma wywołać apokaliptyczną wizję Sądu Ostatecznego. Trzeba przyznać, że siła wyrazu i brzmienia robi wrażenie. I te trąbki, które w finale słyszymy zza sceny, jakby z zaświatów. Chapeau bas… 

Gustav Mahler, który jak napisałam na początku, wyśnił temat tej symfonii, pracował nad nią długo. Zaczął w 1888 roku od snu, który miał być wizualizacją lęku przed śmiercią i lęku przed nieznanym – co potem? Memento mori słychać w lamentach II Symfonii. To dzieło, które naprawdę targa emocjami. Zaczął więc Mahler od wyrażenia swych obsesyjnych lęków przed śmiercią, ale długo nie mógł znaleźć pomysłu na finał. Znalazł go dopiero sześć lat później w czasie pogrzebu kompozytora i pianisty, jednego z najlepszych dyrygentów XIX wieku, Hansa von  Bülowa. Kiedy podczas uroczystości żałobnych chór zaintonował pieśń z poematu Gottlieba Klapstocka Die Auferstehung, czyli Zmartwychwstanie, wszystko stało się jasne. Gustav Mahler znalazł odpowiedź na zagadkę śmierci. II Symfonię zamyka kantata na cześć najważniejszej prawdy chrześcijaństwa. Tak w skrócie wygląda historia powstania Symfonii Zmartwychwstanie i historia nawrócenia jej twórcy. Jak to u Mahlera, jest moc. I za to go kochają melomani…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *