Johannes Brahms – pogrobowiec Beethovena i Bacha

Brahms jako pogrobowiec Beethovena i Bacha? Sam przecież mówił o sobie, że urodził się za późno. Nie mógł znać Beethovena ani tym bardziej Bacha. Z wielkich bliżej mu powinno być do Wagnera, żyli praktycznie w tym samym czasie. Brahmsa więcej jednak łączyło z wielkimi poprzednikami. 

Jak czytam w Przewodniku koncertowym PWM, tym razem w wydaniu poszerzonym z 1973 roku, Brahms i Wagner stanowili wzajemne zaprzeczenie, stali na dwóch przeciwstawnych biegunach stylu i ideologii artystycznej. Richard Wagner to – na tamte czasy – reformator, autor śmiałych koncepcji formalnych w muzyce. Brahms natomiast był uważany za twórcę konserwatywnego, ślepego kontynuatora beethovenowskich tradycji, nieprzychylnego muzycznym nowościom. Dzisiaj nie patrzy się już na niego tak surowo. Bez wątpienia wpisuje się on w nurt wielkich klasyków epoki romantyzmu. 

Johannes Brahms (1833-1897) był bohaterem piątkowego wieczoru, 15 lutego 2019 r., w Filharmonii Narodowej. Usłyszeliśmy Koncert skrzypcowy D-dur op. 77 oraz II Symfonię D-dur op. 73. Wystąpiła Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jacka Kasprzyka oraz solista – Vadim Gluzman. 

Artysta zagrał na legendarnym instrumencie Antonia Stradivariego z 1690 roku. Niegdyś skrzypce te należały do Leopolda Auera (1845-1930), węgierskiego skrzypka i kompozytora żydowskiego pochodzenia, który dzięki swoim zasługom – głównie pedagogicznym – został rosyjskim arystokratą. Dzisiaj gra na nich, dzięki uprzejmości Stradivari Society of Chicago, izraelski skrzypek Vadim Gluzman. To on tego wieczoru wykonał Koncert skrzypcowy D-dur Brahmsa. Nie dość, że grał na stradivariusie, to jeszcze smyczkiem z kolekcji wielkiego polskiego skrzypka Henryka Szerynga. 

Nazwisko Henryka Szerynga (1918-1988) pojawia się tu nieprzypadkowo. Piątkowy koncert był bowiem hołdem dla polskiego skrzypka z okazji 100. rocznicy jego urodzin. Z tej okazji Vadim Gluzman realizuje serię koncertów na całym świecie, także w Warszawie.  O Henryku Szeryngu napisał on tak: “Jeden z najważniejszych skrzypków XX wieku. Maestro Szeryng był filantropem i pedagogiem, jedną z najjaśniejszych gwiazd Złotego Wieku wiolinistyki”. 

Najjaśniejszą gwiazdą tego wieczoru był niewątpliwie Vadim Gluzman i kompozycje Johannesa Brahmsa – koncert skrzypcowy i symfonia. Przymiarki Brahmsa do napisania symfonii trwały długo. Pierwszą Symfonię pisał dwadzieścia lat, ale z Drugą poszło mu łatwiej. Powstała w ciągu trzech miesięcy, latem 1877 roku

Jest to symfonia wyjątkowo pogodna, wręcz idylliczna. Pewnie dlatego, że powstała na wakacjach, podczas pobytu Brahmsa w Karyntii, z dala od miejskiego zgiełku. Krytycy, analizując sielski nastrój tego utworu, porównywali go do Symfonii Pastoralnej Beethovena. Brahmsa porównania te ponoć irytowały, chociaż być porównywanym do Ludwiga van Beethovena to chyba żadna ujma na honorze. 

Kompozytor musiał mieć poczucie humoru. Jest anegdota mówiąca, że kiedy zlecał druk swej II Symfonii, tak pogodnej i radosnej przecież, miał przestrzegać wydawcę, że ujrzy on najsmutniejsze z jego dzieł. To musiał być żart. Druga Symfonia smutna nie jest na pewno. Jeden z przyjaciół Brahmsa tak o niej pisał: “… niczym słońce ogrzewa i znawców i amatorów, należy do wszystkich tęskniących za dobrą muzyką. Promienieje zdrową świeżością i klarownością”. 

A jaki jest Koncert skrzypcowy D-dur? Powstał w tym samym czasie co Druga Symfonia. To jedyne dzieło Brahmsa na skrzypce i orkiestrę. Kompozytor, pracując nad nim, korzystał z rad swego przyjaciela, wirtuoza skrzypiec Josepha Joachima. Wbrew jego sugestiom, wprowadził jednak wiele nowatorskich rozwiązań. Dlatego wielu skrzypków tamtej epoki, nawet tych najwybitniejszych, uważało dzieło Brahmsa za niewykonalne. Taką opinię mieli o tym koncercie m.in. Henryk Wieniawski, czy Pablo Sarasate. 

Koncert skrzypcowy D-dur jest zaliczany do dzieł wirtuozowskich, popisowych. Jego krytycy zarzucali Brahmsowi, że za dużo tu orkiestry jak na koncert skrzypcowy. Samodzielne partie orkiestry istotnie są bardzo rozbudowane. Znane jest powiedzenie, przyjaciela Brahmsa, krytyka muzycznego i dyrygenta, Hansa von Bülowa, że Brahms skomponował “koncert skrzypcowy przeciw skrzypcom”. 

Rzeczywiście partie orkiestry są obszerne, ale skrzypce naprawdę mają co robić. Faktem jest, że drugą część – Adagio – rozpoczyna przepiękne solo oboju. W wykonaniu Orkiestry Filharmonii Narodowej, ta partia należała do oboisty Piotra Lisa. To właśnie solo oboju miało wyjątkowo irytować współczesnego Brahmsowi hiszpańskiego skrzypka Pabla Sarasatego. Narzekał ponoć, iż jako solista musi bezczynnie stać i długo czekać słuchając “jedynej melodii w tym utworze”. Musiała to być złośliwość z jego strony, bowiem partie skrzypiec są w tym utworze naprawdę spektakularne. Mógł więc swą wielkość pokazać Vadim Gluzman.

 

fot. DG Art Projects

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *