La donna è mobile… Czy na pewno zmienną jest kobieta?

Opera Rigoletto Giuseppe Verdiego dowodzi, że kobieta potrafi być bardzo stała w uczuciach. Do końca. Czy ma więc rację książę Mantui, swoją drogą mężczyzna o wyjątkowo zmiennym sercu, śpiewając słynną arię? La donna è mobile, kobieta zmienną jest. Arię tę zapewne słyszeli nawet najwięksi przeciwnicy opery. Najbardziej prawdopodobne, że w wykonaniu Luciano Pavarottiego. Ja widziałam i słyszałam Rigoletto, melodramat w trzech aktach, 2 lutego 2019 r. w Operze Nova w Bydgoszczy.

Tego wieczoru w obsadzie zobaczyłam i usłyszałam m.in. Adama Woźniaka w roli Rigoletta, Victorię Vatutinę jako Gildę, Łukasza Gaja jako księcia Mantui oraz Małgorzatę Ratajczak w roli Maddaleny. Trzeba przyznać, że Maddalena w tej realizacji jest  brawurowa. Od premiery upłynęły ponad cztery lata (miała ona miejsce 18 października 2014 r.), ale dla mnie była to pierwsza okazja by odwiedzić Operę Nova. 

Libretto, jak to w operach bywa, jest dość nieprawdopodobne. W życiu takie historie i takie zbiegi okoliczności raczej się nie zdarzają, ale nie o to przecież w operze chodzi. Rigoletto Verdiego to opowieść o tragicznej miłości. Miłości niewinnej i naiwnej kobiety do zepsutego i cynicznego księcia oraz o miłości ojca do córki. Tak wielkiej, że na granicy obłędu. Ten obłęd musi doprowadzić do tragedii. Jest więc to opowieść o miłości i o tragedii.

Podstawą libretta był dramat Wiktora Hugo “Król się bawi”. U Hugo jest błazen Trybulet, tutaj błazen nosi imię Rigoletto, czyli z włoskiego – wesołek. Ten wesołek u Verdiego początkowo jest człowiekiem równie bezwzględnym co jego chlebodawca – książę Mantui. Znęca się słowem, nie czynem, ale potrafi być okrutny. Skrywa też wielką tajemnicę. Skrywa dosłownie. W domu jego, pod kluczem, jest ukryta przed ludźmi piękna córka Gilda. Błazen chowa ją przed światem, wie bowiem jak wiele złego mogą jej uczynić ludzie. Wie, bo sam nie jest bez winy.

Rigoletto ciągle wkłada nowe maski. Raz jest bezwzględnym kpiarzem, innym razem czułym ojcem, jeszcze innym – okrutnym mścicielem, który nie zawaha się zapłacić za zabicie człowieka. Sam też przecież zabija, tyle że słowem. W II akcie przywdziewa maskę dosłownie, ale tym razem na swoją zgubę. Skryty za maską, jaką zakładają mu zepsuci do cna dworzanie, nie zauważa nawet, że bierze udział w porwaniu własnej córki. Nieświadom okrutnego żartu trzymał nawet drabinę temu, co się dobrał do niewinnej Gildy. Tym razem to z niego zakpiono.

Różne twarze Rigoletta, przebiegłość i zmienność. Trzeba przyznać, że jedno mu się udało – uchronił córkę przed złym światem. Gilda jest tak niewinna i łatwowierna, tak nieodporna na obłudę świata, że świadomie idzie pod nóż mordercy zamiast ukochanego. Nawet wtedy, gdy już wie, że ukochany nie jest wart jej miłości. Że to bawidamek i człowiek zepsuty przez pochlebstwa i bezkarność. Bezkarnym pozostaje.

W III akcie, w finałowej scenie, ocalony przez Gildę książę Mantui beztrosko podśpiewuje sobie La donna è mobile, czyli kobieta zmienną jest. W tym samym czasie stała w uczuciach Gilda kona na rękach zrozpaczonego ojca. Ojca, który w imię miłości i zemsty sam zapłacił mordercy. Morderca miał zabić złego księcia a zabił dobrą Gildę. Nie dlatego, że się pomylił. Dał się namówić na ocalenie życia księciu, ale kogoś zabić musiał. Sztuka jest sztuka. Nieprawdaż? Jak niewiele kosztuje ludzkie życie. Jak niedługo zastanawiał się Rigoletto by wyjąć sakiewkę i opłacić zabójcę.

Rigoletto Giuseppe Verdiego to przede wszystkim piękne i obecne w kulturze masowej arie i duety. Wspomniana już La donna è mobile księcia Mantui o zmienności kobiecego serca; Caro nome Gildy w akcie II, kiedy po rozstaniu z adoratorem czule szepcze jego imię; Si, vendetta – duet Rigoletta i Gildy kończący akt II, kiedy ojciec-błazen w zacietrzewieniu poprzysięga zemstę a córka rozpaczliwie prosi by ocalił ukochanego; wreszcie Bella figlia dell’amorewspaniały kwartet w akcie III, gdzie spotykają się głosy Gildy i Rigoletta oraz księcia i Maddaleny.

Naprawdę pięknie zabrzmiał kwartet Bella figlia dell’amore na scenie Opery Nova. Pięknie wokalnie i plastycznie. Scena, w której książę flirtuje z frywolną Maddaleną a jednocześnie Rigoletto daje lekcję życia Gildzie. Gilda z dziewczynki staje się kobietą, ale nie przestaje być dobra. Ile w tym napięcia, erotyzmu i cudnego śpiewu… Wspaniale udało się zsynchronizować cztery głosy, każdy o innej charakterystyce. Jeszcze niezwykle przejmująca aria Rigoletta kończąca operę – Gilda! mia Gilda! Rigoletto oddaje tu cały swój ból po stracie córki. Tragiczny błazen, jednak nie tak sprytny i przebiegły, żeby uchronić ukochane dziecko przed złem tego świata.

Opera to jednak nie tylko arie, nie tylko soliści. W tej realizacji świetny okazał się bardzo oryginalny pomysł na choreografię. Pojawia się choćby scena w nocnym klubie. Choreograf Jakub Lewandowski ukrył tu tancerki za kolumnami. Nie widać ich od razu. Ich taniec, w którym widzimy tylko nogi i dłonie, jest bardzo sugestywny, erotyczny i wysmakowany zarazem. Pole do popisu dla wyobraźni.

Bardzo mi się podobała scenografia autorstwa Diany Marszałek oraz kostiumy Martyny Kander. Scenografia jest różowa i cukierkowa, kojarzy się przez to dość erotycznie. Kolorystyka jak z domu uciech. Taki jest pałac księcia Mantui – pełen erotyki i perwersji. Z kolei dom Rigoletta to pełna asceza. Dwa różne światy, ale wciąż te same ludzkie słabości. Kostiumy uzupełniają wrażenie zezwierzęcenia. Zezwierzęcenia, które ludziom każe krzywdzić dla własnej uciechy.

Na scenie pojawiają się postaci w zwierzęcych maskach, maskach – czaszkach, co potęguje wrażenie czegoś strasznego. Dworzanie są nowocześni i wyzwoleni. Takie też są ich stroje. Mają na sobie garnitury, ale przyozdobione falbanami i kryzami. Niby wyzwoleni, a jednak ujęci w dworskie kanony. Stają się przez to jakby nie z tego świata. Źli i zepsuci. Kto wie, z jakiego są świata…

Na koniec chciałabym podziękować Operze Nova za to, że tak wspaniałomyślnie obdarzyła mnie dwoma zdjęciami z tego wspaniałego przedstawienia. Są niewątpliwą ozdobą mojego, trzeba przyznać, nieco przydługiego jak na dwa zdjęcia tekstu…

fot. Marek Chełminiak/archiwum Opery Nova

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *