Misa a Buenos Aires – msza w rytmie tanga

To było coś. Gwiazdą wieczoru był bandoneon i niezwykły artysta, który z tego rzadko widywanego w towarzystwie orkiestry symfonicznej instrumentu wyczarował cudowne dźwięki. Mario Stefano Pietrodarchi. To on porwał widownię Filharmonii Opolskiej w piątkowy wieczór, 1 marca 2019 r. Sala była wypełniona po brzegi. Powtórka jutro i już żałuję, że mnie tam nie będzie. 

Mario Stefano Pietrodarchi i jego bandoneon to bez wątpienia królowie wieczoru, ale gwiazd było więcej. W towarzystwie Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Opolskiej, pod dyrekcją Przemysława Neumanna, zobaczyliśmy też mezzosopranistkę Katarzynę Włodarczyk oraz trzy chóry!!! Tak, opolskie wykonanie Misa a Buenos Aires uświetniły: Chór Filharmonii Opolskiej, Chór Kameralny Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu oraz Chór Absolwentów Liceum Ogólnokształcącego im. A. Mickiewicza w Głubczycach. Taki potrójny chór brzmi tak, że trudno usiedzieć na miejscu. A przecież w filharmonii kręcić się nie wypada. 

Misa a Buenos Aires – Misatango była tego wieczoru daniem głównym, ale poprzedziły je nie mniej efektowne kompozycje. Królowało tango. Dobry pomysł na koniec karnawału. Poza mszą w rytmie tanga, której autorem jest Martin Palmeri, nie mogło zabraknąć jednej z najważniejszych postaci w historii tanga, czyli Astora Piazzolli. Usłyszeliśmy trzy jego kompozycje: tango Oblivion z 1982 r., w którym Piazzolla jeszcze za bardzo nie odbiega od klasyki tanga. Później to zrobił. Ten kompozytor i bandoneonista z czasem tworzył tanga coraz mniej „klasyczne”, choć równie wspaniałe i porywające swym charakterystycznym rytmem. 

Poza Oblivion, wykonano Adios Nonino. Piazzolla tym tangiem żegna swego ojca, don Vincenta Piazzollę, który przez bliskich był nazywany Noninem. Artysta skomponował ten utwór w 1959 r. podczas podróży po Ameryce. Tam zastała go wieść o śmierci ojca. 

I trzecie dziś tango Astora Piazzolli –  Le Grand Tango na wiolonczelę i fortepian. Przy fortepianie  – Ewa Zug. Utwór ten Piazzolla zadedykował znakomitemu rosyjskiemu wiolonczeliście Mścisławowi Rostropowiczowi. Dzisiejsze wykonanie było le grand. Cały wieczór był le grand. 

Dodam jeszcze, że na rozgrzewkę usłyszeliśmy trzy tematy z muzyki filmowej Ennio Morricone. Tego kompozytora nie trzeba przedstawiać. Od dziesięcioleci pisze muzykę filmową. Nie ma chyba na Ziemi człowieka, który choć raz nie zetknąłby się z muzyką Morricone. Dzisiaj usłyszeliśmy cytaty z trzech ścieżek dźwiękowych Mistrza do filmów: Cinema Paradiso, Misja oraz Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Tych melodii reklamować nie trzeba. 

Wreszcie specialite de la maison. Specjalność tego wieczoru w Filharmonii Opolskiej. Misa a Buenos Aires – msza w rytmie tanga. Piękna i porywająca. Autor tego dzieła, Martin Palmeri, jest argentyńskim pianistą, chórmistrzem, dyrygentem i kompozytorem. Po ukończeniu studiów w Nowym Jorku wrócił do krainy tanga – Buenos Aires. 

Jego Misatango pierwszy raz wykonała w roku 1996 Narodowa Orkiestra Symfoniczna Kuby. Pomysł na mszę w rytmie tanga zrodził się z wszechstronności kompozytora. Palmeri aranżując muzykę tango i dyrygując chórami, chciał stworzyć coś, co połączy ogień i wodę – gorące rytmy tanga oraz podniosłe i uroczyste brzmienia typowe dla mszy. W sposób charakterystyczny dla mszy olbrzymią rolę odgrywa tu chór. W opolskim wykonaniu naprawdę potężny. Rytm tanga słychać jednak bez wątpienia. 

Palmeri stworzył kompozycję, która utrzymuje harmonię, język, rytm i melodię typowe dla tanga. Te nadają partie orkiestry. Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Opolskiej spisała się doskonale. Tango symfonicznie brzmi jeszcze bardziej elektryzująco. 

 

Zaczęłam on bandoneonisty i jemu daję ostatnie słowo. Mario Stefano Pietrodarchi urodził się w 1980 r. we Włoszech. Od dziewiątego roku życia uczył się grać na akordeonie i bandoneonie. To bandoneon przyniósł mu sławę. Ten instrument klawiszowy to rodzaj ręcznej harmonii, czasem mylony z akordeonem. Ma co najmniej 88 guzików i jest od akordeonu mniejszy. Został zbudowany w 1854 r. przez Niemca Heinricha Banda. Stąd jego nazwa. Pierwotnie miał służyć głównie do wykonań muzyki kościelnej, ale dziś bandoneon słyszymy głównie w tangach.  

  

Mario Stefano Pietrodarchi urodził się by grać tango. On gra całym sobą. Obserwowanie go podczas partii solowych to wrażenie, jakiego nie sposób zapomnieć. Dlatego długo będę pamiętać moją wizytę w Filharmonii Opolskiej. Nie zapomnę bandoneonisty, który jak mało kto potrafi się cieszyć tym co robi. Oglądanie jego solowych popisów to jak zaproszenie do tanga. Na tango nie było oczywiście szansy, nie miałabym zresztą odwagi. Mam jednak autograf Pietrodarchiego i nie zawaham się go użyć…

 

_____________________________________________

Zdjęcia z koncertu dzięki uprzejmości Filharmonii Opolskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *