Przy okazji – Muzeum Śląskie

Muzeum Śląskie sąsiaduje z siedzibą Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Nie sposób tu nie zajrzeć. Muzeum Śląskie jest bardzo śląskie. Mieści się w byłej kopalni węgla, a to robi wrażenie. Ekspozycje urządzono pod ziemią, choć nie tak głęboko jak mogą być kopalniane korytarze.

W głębi ziemi zgromadzono między innymi dzieła sztuki polskiej z lat 1800-1945, gdzie na szczególną uwagę zasługuje jedna z Pomarańczarek Aleksandra Gierymskiego. Tak naprawdę to nie pomarańczarka, tylko Żydówka z cytrynami, ale nie szkodzi, wszyscy ją znają jako pomarańczarkę. Jej siostrę bliźniaczkę można podziwiać w Muzeum Narodowym w Warszawie. Gierymski, jak już znalazł dobry temat do malowania, robił to – jak widać – seriami. Dzięki temu Katowice i Warszawa mają po Pomarańczarce. Są tutaj oczywiście także inne wspaniałe obrazy i rzeźby powstałe w XIX i na początku XX wieku.    

Dla wielbicieli sztuki współczesnej gratką będzie Galeria sztuki polskiej po 1945 roku. Znajdziemy tam prace Jerzego Nowosielskiego, Zdzisława Beksińskiego, Tadeusza Kantora i innych. Mnie zachwyciła Galeria plastyki nieprofesjonalnej. To wystawa poświęcona amatorskim pracom, głównie malarskim, powstającym na Górnym Śląsku. Takie śląskie “nikifory”. Naprawdę ciekawe, o bardzo śląskiej tematyce. Bóg, praca, rodzina – tradycyjne śląskie wartości i wszechobecny kult świętej Barbary. Naprawdę właściwa twórczość na właściwym miejscu. Przejmująca i radosna. Szczerze polecam właśnie tę część wystawy. Malczewskiego i Wyspiańskiego można zobaczyć w każdym większym muzeum, takich śląskich klimatów trzeba szukać w Muzeum Śląskim.

Najlepsza jest jednak wystawa “Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów”. Świetnie zorganizowana ekspozycja i doskonała lekcja historii. To opowieść o Górnym Śląsku od czasów najdawniejszych do 1989 roku. Dawna kopalnia węgla kamiennego Katowice, w której urządzono nową siedzibę Muzeum Śląskiego, przez dwa stulecia była świadkiem tej historii. Dlatego na ekspozycję wchodzimy przez górniczą łaźnię. Dalej jest spacer przez historię. Dużo tu multimediów, dużo się się dzieje. Zwiedzający podąża śladami śląskich przemian.

Dla mnie najciekawsze wydały się tu dwie epoki – epoka industrializacji Śląska i czasy przemian ustrojowych. Autorzy wystawy zrobili to rewelacyjnie. Jest tu między innymi maszyna parowa, symbol myśli technicznej i ujarzmienia przez człowieka siły wcześniej nieujarzmionej. W Tarnowskich Górach taka maszyna pojawiła się już w 1788 r., jako pierwsza w kontynentalnej Europie. To pokazuje jak bardzo rozwijał się wtedy Górny Śląsk. Opowieść o tym, jak powstawały fortuny i jak szybko rolnicze tereny stały się przemysłowym zagłębiem, jest naprawdę fascynująca. 

Fascynująco opowiedziana jest historia wojen i powstań śląskich.  Wszystko jest takie namacalne, zewsząd słychać odgłosy wystrzałów. Można się poczuć jak w sercu bitwy. Znakomicie pokazano propagandę, jaką raczono Ślązaków przed plebiscytem, który miał zdecydować o polskości tych ziem. Autorzy wystawy nie kryją, że historia Górnego Śląska nie jest prosta. Nie pomijają spraw drażliwych, nie ukrywają także niemieckiego dziedzictwa tych ziem. Mądrze pokazali Górny Śląsk jako tygiel, w którym przez wieki mieszały się kultury, religie i narody. Pokazali też najważniejsze momenty w powojennej historii Śląska. Wielka dla Śląska epoka Gierka a potem wielki zawód i rozczarowanie komunizmem, czas Solidarności, stan wojenny i dramat w kopalni Wujek. 

Jest też opowieść o codziennym życiu Ślązaków. Zwiedzający wędruje przez wnętrza domów i pałaców. Niesamowicie pokazano jak zmieniało się ich wyposażenie. Jest nawet zrekonstruowany pokój w hotelu robotniczym. Nie chciałabym w takim mieszkać. Nikt by teraz nie chciał, a przecież tak żyły tysiące robotników z całej Polski, którzy na Śląsk przyjeżdżali za chlebem. I wcale nie są to tak odległe dzieje.

 

fot. Muzeum Śląskie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *