Przy okazji – Wyczółkowski i skarb bydgoski

Wyspa Młyńska w Bydgoszczy to muzealne zagłębie. Na pewno warto odwiedzić Dom Leona Wyczółkowskiego. Są tam obrazy, grafiki oraz warsztat pracy patrona bydgoskiego muzeum. Nie znaczy, że Wyczółkowski tu mieszkał, ale można to sobie wyobrazić. Budynek powstał w latach 1899-1902 jako obiekt mieszkalny dla członków zarządu Młynów Rothera, w końcu to wyspa, która nazwę wzięła od młynów. Po II wojnie światowej został przejęty przez Skarb Państwa i przekazany Państwowym Zakła­dom Zbożowym. Dalej mieszkali tu ludzie. Na pewno ktoś ważny, byle kto nie dostawał wtedy takiego “mieszkania”.  Od 1975 roku budynek zajmuje Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego. 

 

 

 

 

Leon Wyczółkowski tak naprawdę mieszkał pod Bydgoszczą. Ten wybitny malarz i grafik urodził się w 1852 roku w Hucie Miastkowskiej, niewielkiej miejscowości w powiecie garwolińskim. Studiował w warszawskiej Szkole Rysunku i Malarstwa pod kierunkiem Wojciecha Gersona, w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium u Aleksandra Wagnera, a następnie w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych w pracowni Jana Matejki.

W 1921 roku Leon Wyczółkowski przekazał Muzeum Wielkopolskiemu w Poznaniu pokaźną kolekcję dzieł sztuki i rzemiosła artystycznego, liczącą 179 pozycji. Za tak hojny dar otrzymał od władz rekompensatę finansową. Kupił za nią dworek w Gościeradzu koło Bydgoszczy. Tak zaczęły się jego związki z Bydgoszczą.

Wyczółkowski zmarł 27 grudnia 1936. Zgodnie z jego ostatnią wolą został pochowany w pobliżu ukochanego Gościeradza – na cmentarzu parafialnym we Wtelnie. W 1937 roku wdowa – Franciszka Wyczółkowska, przekazała Miastu Bydgoszczy, zgodnie z wolą artysty, zbiór jego prac – olei, akwarel, pasteli, rysunków, grafik. Łącznie to 942 pozycje, które teraz można oglądać w domu na Wyspie Młyńskiej. To jedna z największych kolekcji prac artysty w Polsce.

Nie tylko z młynów słynęła Wyspa Młyńska. Dziś jest to miejsce, które z roku na rok się zmienia. Ostatni raz byłam tutaj cztery lata temu i naprawdę sporo się zmieniło. Miejsce to jest ulubionym miejscem spacerów mieszkańców miasta. Nic dziwnego. Sporo tutaj obiektów rekreacyjnych i kulturalnych, poza tym piękne widoki. Wyspa jest położona bowiem między głównym nurtem Brdy a jej odnogą Młynówką. Przecina ją jedna tylko ulica – ulica Mennica. Nazwę swą wywodzi od mennicy królewskiej, która działała na wyspie od 1594 do 1688 roku. Wielkie bogactwa widziało to miejsce. 

Magnesem, który ostatnio przyciąga na Wyspę Młyńską jest skarb bydgoski. Wykopano go 2 stycznia 2018 roku w bydgoskiej katedrze. Podczas badań archeologicznych znaleziono tam złote monety i cenne ozdoby. Były ukryte w prezbiterium, pod posadzką. Monet jest w sumie 486 i wszystkie można oglądać, przynajmniej na razie, w Europejskim Centrum Pieniądza na Wyspie Młyńskiej.  

Skarb był ukryty w żelaznej kasetce, a schowano go w katedrze prawdopodobnie przed najeźdźcą. Uzbrojeni po zęby rabusie – tak jak innych miast Korony – nie oszczędzali Bydgoszczy. O jakiego najeźdźcę mogło chodzić? Prawdopodobnie o Szwedów, którzy naprawdę grabili bez skrupułów. Wojska szwedzkie, w czasie potopu, ogołociły dziesiątki zamków i miast. Tylko Zamek Królewski w Warszawie aż ośmiokrotnie! Brali wszystko co się świeci. Na Wawelu jeden ze szwedzkich generałów miał własnymi rękami odrywać srebrne blachy z trumny św. Stanisława, a trumnę Władysława IV rozbito, by wyjąć z niej dwa srebrne gwoździe. Nic dziwnego, że w sprawie skarbu bydgoskiego podejrzenie padło na Szwedów właśnie. Są też inne wskazówki. 

Wśród odkrytych przed rokiem w Bydgoszczy monet najwięcej jest dukatów Zjednoczonych Prowincji Niderlandów. Były one popularne w handlu na naszych ziemiach aż do końca XVIII stulecia. Monet polskich jest niewiele. To jedynie 3 egzemplarze dukatów gdańskich i dukat toruński Zygmunta III Wazy. Najstarsze monety pochodzą jeszcze z końca XV wieku, najmłodsze natomiast mają datę 1652. To oznacza, że skarb został zdeponowany pod podłogą katedry w tym właśnie roku, albo później. To istotnie stawia w kręgu podejrzanych łasych na skarby Szwedów.

      

Skoro o dukatach mowa, nie sposób nie wspomnieć o jednej z najdroższych obecnie monet świata, która pochodziła z bydgoskiej mennicy. To 100 dukatów Zygmunta III Wazy. Najprawdopodobniej król zamówił ją nie po to, by nią płacić, potrzebował raczej drogiego prezentu dla najznaczniejszych gości i dostojników. Jest najbardziej okazałą polską monetą. Ma prawie 7 cm średnicy i waży aż 348,3 g. Jest szczerozłota – wybita w złocie wysokiej próby 967. 

W ubiegłym roku taką właśnie studukatówkę sprzedano na aukcji w Stanach Zjednoczonych za 2 miliony 160 tysięcy dolarów. To się nazywa przebicie! W czasach Zygmunta III Wazy studukatówka też była jednak warta majątek. Takich monet na świecie zachowało się sześć. W Polsce jest  jedna –  w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *