Szlakiem polskich filharmonii

Tour de filharmonie to moja podróż szlakiem polskich filharmonii. Skąd taki pomysł? Z ciekawości świata i ludzi, z miłości do muzyki, ale też z miłości do pięknej architektury i polskich miast. Zabrzmiało patetycznie, ale to akurat do filharmonii pasuje. 

Kilka lat temu, kiedy w Polsce zaczęły się pojawiać nowe obiekty do słuchania i podziwiania muzyki, obiekty nowoczesne i pięknie zaprojektowane, zapragnęłam każdy z nich zobaczyć. Obiecałam sobie,  że kiedyś odwiedzę wszystkie polskie filharmonie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że plan jest tak ambitny. Skąd miałam to wiedzieć? Skąd ktoś, kto muzyki poważnej słucha amatorsko miał wiedzieć, że filharmonii jest w Polsce prawie trzydzieści? Wiele w miastach, w których nie byłam. Nie byłabym pewnie, gdyby nie filharmonia. 

Planując podróż szlakiem polskich filharmonii przyjęłam dwa założenia: odwiedzam wszystkie filharmonie i jestem tylko na koncertach symfonicznych. Prawda jest taka, że polskie filharmonie to nie tylko repertuar na orkiestrę. Zdarzają się koncerty komercyjne (zwane bardziej strawnie dla melomana – impresaryjnymi), zdarzają się też koncerty kameralne i inne. Postanowiłam, że skoro już jadę do odległego miasta, chcę wysłuchać koncertu symfonicznego. Chcę usłyszeć zespół tej filharmonii, albo innej, którą tu zaproszono. Gwiazdy światowych estrad, wielcy soliści – mile widziani. To znacząco ograniczyło możliwość wyboru. Jeden sezon to za mało by zmieścić się w czasie, by w jednym roku być w każdej polskiej filharmonii na koncercie symfonicznym.   

Skąd w ogóle pomysł na słuchanie muzyki w filharmonii? Zawsze jest ktoś, kto pierwszy raz zabierze cię w takie miejsce. Albo będzie to pierwszy raz i ostatni, albo zechcesz wrócić. Ja wróciłam. Dla mnie filharmonia to nie tylko muzyka, to także ludzie na widowni. Uwielbiam ich obserwować zanim zapadnie cisza. Cisza w oczekiwaniu. Lubię na koncert przyjść pierwsza. Lubię patrzeć na bywalców i na tych co są pierwszy raz. Na tych drugich szczególnie. Jestem trochę jak oni. Zwykle bardziej odświętnie ubrani, zwykle bardziej przejęci, zwykle bardziej ciekawi.

Nie będę udawać znawczyni. Nie jestem nią. Będę pisać o tym, co warto wiedzieć. Pisząc o muzyce, będę się posiłkować mądrzejszymi ode mnie. Pisząc o wrażeniach i emocjach, będę polegać na sobie. Podpowiem jak kupić bilet, by nie tylko słyszeć, ale i widzieć solistę oraz dyrygenta. Pomogę dobrać repertuar. Opowiem o miejscu, w którym to się dzieje. Podzielę się doświadczeniem, co jeszcze oprócz filharmonii warto zobaczyć. 

Kim jestem? Kobietą urodzoną w latach siedemdziesiątych, a dokładnie na początku tej odległej dekady. Psycholożką i dziennikarką. I tyle.